Od dzieciństwa nasze wytwory były oceniane i interpretowane przez innych. Każdy z nas zmagał się z pytaniem: co autor miał na myśli? Nadawano im różne etykiety, co czasami doprowadzało do tego, że zamiast tworzyć zaczynaliśmy odtwarzać.  Z czasem nauczyliśmy się, by nasze nieskrępowane myśli i pomysły, zastępować kalkulacją lub inaczej mówiąc racjonalizmem. Odzywający się głos serca odwiecznie toczy spory z głosem rozsądku.  Przy czym jeden i drugi potrzebne są w naszym życiu.

Szkolne doświadczenia

W szkole podstawowej zaczęłam pisać wiersze. Czasami pisałam jeden za drugim, a czasami jeden przez długi czas. Potem przyszedł moment na kawałek prozy. Słowa łatwo układały się w zgrabne dla mnie zdania. Wszystko tworzyłam dla siebie. Od czasu do czasu otwierałam swój zeszyt i pisałam. Przychodziło mi to naturalnie, z łatwością.  Pamiętam, że na klasówkach zawsze wybierałam temat wolny, w którym mogłam pisać o czym chciałam i taki, w którym nie musiałam udowadniać, że znam daną książkę słowo w słowo.

Pamiętam taki moment na samym początku wchodzenia w nową licealną rzeczywistość,  że  dostałam z wypracowania słabą ocenę z komentarzem zapisanym dużymi czerwonymi literami „zbyt infantylne”. Musiałam wziąć sobie to mocno do serca, bo przy kolejnych wypracowaniach zaczęłam ważyć swoje słowa. Pewnie pojawiła się nieświadoma potrzeba spełniania oczekiwań, otrzymania dobrych ocen, uzyskania akceptacji. Ponieważ skończyła się możliwość pisania na wolne tematy, a jedynie na te dotyczące omawianej literatury, mogłam to wszystko otrzymać pisząc dokładnie to „co autor miał na myśli”. Przestrzeń na pisanie od serca, wolne myśli, refleksje, pomysły, zaczęła się w mojej głowie zmniejszać. I tak zaczął się tryb odtwarzania, wspieranego czasami opracowaniami, które było dobrze nagradzane, bo zgodne z szablonem.

Ważenie słów

Z łatwością nauczyliśmy się zapożyczać cudze myśli, sformułowania, pomysły i nie dlatego, że cierpimy na ich brak. Najczęściej boimy się iść za swoimi, ponieważ boimy się oceny i porażki. Nie jest to ani dobre ani złe, jest takie jakie jest, ale nie jest nasze. Czasami wystarczy jedno znaczące dla naszej podświadomości wydarzenie, w  którym to co stworzyliśmy spotyka się z negatywną dla nas oceną i które przejawia się silnymi emocjami takimi jak wstyd, złość czy lęk. Na tej podstawie tworzy się wzór powodując, że będąc w podobnych sytuacjach, nasze ciało w sekundę reaguje w nieprzyjemny sposób (ściskiem, drętwieniem, przyspieszonym biciem serca), a umysł produkuje niewspierające nas myśli. To klasyczna reakcja stresowa walcz/uciekaj. Dopóki nie zmienimy wzorca reagowania, dopóty w tych określonych sytuacjach będziemy się stresować i tworzyć kolejne blokady uniemożliwiające nam realizację prawdziwego potencjału. Kiedy uruchamia się wzorzec reagowania, jesteśmy w swoistym transie i działamy na autopilocie.

Interpretacja

Interpretacja to rodzaj analizy, która ma na celu wyjaśnienie i wydobycie wewnętrznego sensu” (to część cytatu dot. literatury). Idąc jednak dalej, dodałabym, że dotyczy to sensu osoby interpretującej, a nie autora. Co oznacza, że to samo dzieło może mieć tysiące różnych sensów. Czy to ma sens? Czyż, nie jest istotne co wyniesiemy dla siebie z tego z czym obcujemy.  I tu znowu nasuwa mi się przykład naszych szkół, w których ocenia się zgodność napisanego sensu z sensem napisanym przez kogoś innego…  Czyli nie ma tu analizy, jest tylko kopiowanie sensu, dostrzeżonego przez kogoś innego. Być może widać tu emocje, które mnie niosą kiedy to piszę, ale moje dziecko właśnie się z tym mierzy, a ja ponownie razem z nim. Tracimy cenną energię na odtwarzanie zamiast na tworzenie i własną interpretację,  bo świat w naszym przekonaniu promuje to pierwsze.

Wyrazić siebie

Moja córka dostała pamiętnik, w którym na jednej pustej kartce zapisane jest zdanie „To miejsce na wyrażenie siebie”. I usłyszałam „mamo, co to znaczy wyrazić siebie?”. No właśnie, czym jest wyrażenie siebie. Dla mnie to tworzenie przez siebie, we własnych emocjach i odczuciach. Nie ma znaczenia co to jest, bo to jest Twoje drogi czytelniku. Może to być dosłownie wszystko i dosłownie nic. I mogę to odebrać zupełnie inaczej niż TY  – ba, zapewne tak będzie. Ostatnio wyrażałam siebie i rozbudzałam swoją twórczą naturę za pomocą obrazu. Pierwszy raz  w życiu miałam farby akrylowe, profesjonalne pędzle i tablice malarskie. Przy muzyce zaczęłam malować i malowałam nieprzerwanie przez 20 minut. Na samy początku umysł produkował oceny, zastanawiałam się czy nie jest to zbyt „jakieś”, ale kiedy odpuściłam, porostu malowałam. Efekt mojego wyrażenia siebie jest na zdjęciu.

Zmiana wzorców

Jeśli chcesz rozbudzić w sobie to co miałeś od zawsze, ale być może schowałeś do szuflady na samym dole biurka, możesz już dziś zacząć uruchamiać na nowo własny potencjał. Pierwszą techniką jest medytacją, która aktywuje prawą, twórczą półkulę mózgową i wzmacnia obszary odpowiedzialne m.in. za kreatywność (potwierdzają to liczne badania :). Drugim jest wprowadzanie do swojej codzienności wyzwalaczy. Po prostu zrób coś, czego nigdy nie robiłeś lub zrób w sposób, w  jaki nigdy tego nie robiłeś (np. zacznij czesać swoje włosy ręką niedominującą, idź na przypadkowy film do kina, zrób coś co przełamie twój schemat). Zrób też coś, co na samą myśl o tym wywołuje mrowiący entuzjazm, ekscytację i ciekawość. Bez oczekiwania co do efektu, bez próby oceny i interpretacji osiągniętego rezultatu. A jeśli umysł stworzy takie myśli, tylko je zauważaj i puszczaj jak latawce na wietrze, bo to co robisz, robisz dla siebie. Nikt nie musi tego rozumieć, nawet ty sam na początku nie musisz. Ale jeśli wejrzysz w to co zrobiłeś, poczujesz czym to jest, czymkolwiek będzie..emocją… doświadczeniem.

By zmienić pewien wzorzec, musimy wytworzyć nowe połączenia w naszym mózgu, który zastąpią ten stary, niewłaściwy dla nas. A więc im częściej coś robimy, tym więcej połączeń tworzymy i tym trwalsze zmiany w nas następują. Tu nie ma drogi na skróty, potrzebne jest regularne działanie.